Dlaczego tylko Linux lub ogólniej open source mogą powstrzymać światową dominację Microsoftu na rynku oprogramowania? Czyli prawda o tym że każdy kij ma dwa końce.
Rynek oprogramowania pod względem zależności ekonomicznych między kosztami stałymi wytworzenia produktu - jakim jest program, a obrotami które przekładają sie na zysk drastycznie się różni od innych rynków np. od rynku motororyzacyjnego.
W jaki sposób się różni?
Na innych rynkach (np. wspomnianym już rynku motoryzacyjnym) zależność między kosztem wyprodukowania pewnej liczby samochodów, a zyskiem jest prawie liniowa, tzn. w przybliżeniu jeżeli koncern samochodowy wyprodukuje a potem sprzeda dwa razy więcej samochodów to będzie miał dwa razy większy zysk, ale przy dwukrotnie wyższym koszcie produkcji.
Co ma to wspólnego z rynkiem oprogramowania ?
Otóż w przypadku rynku oprogramowania koszty wyprodukowania oprogramowania są niezależne (nie biorąc pod uwagę kosztów dystrybucji które są praktycznie zerowe w stosunku do kosztów wytworzenia tego oprogramowania) od ilości sprzedanych licencji na to oprogramowanie, tzn. jeżeli pewien producent oprogramowania sprzeda dwa razy więcej licencji na swój program to móglby sobie pozwolić na dwukrotne obniżenie ceny tejże licencji a i tak miałby ten sam zysk.
Jakie to ma konsekwencje dla rynku oprogramowania ?
Konsekwencją braku powyższej zależności liniowej, która normalnie istnieje na każdych innych rynkach niż rynek oprogramowania jest to, że opłaci się wszystkim aby na świecie istniał jeden lub tylko kilka globalnych producentów oprogramowania. Tak sie składa że głównym monopolem na rynku jest Microsoft, ale równie dobrze mogłaby być to każda inna firma. Microsoft miał po prostu wielkie szczęście, że przekroczył pewien próg opanowania rynku, który pozwolił mu bez przeszkód przejąć kontrolę nad pozostałym rynkiem, mając na uwadze powyższą specyficzną właściwość tego właśnie rynku.
Na komercyjnym rynku oprogramowania żadna firma nie jest w stanie wytworzyć od podstaw żadnego złożnego produktu programistycznego - jakim jest dla przykładu w pełni funkcjonalny system operacyjny, ze względu na gigantyczne koszty przy jednoczesnym braku jakiejkolwiek gwarancji tego, że program zdobędzie jakąś część rynku co jest niezbędne dla zwrotu inwestycji.
Czy więc z tego wynika że Microsoft ma niezachwianą gwarancję posiadania większości rynku oprogramowania do końca świata?
Otóż tak być nie musi, ponieważ tak się składa że każdy przysłowiowy kij zawsze ma dwa końce, które się praktycznie od siebie nie różnią. Linux czy ogólniej open source są właśnie tym drugim końcem kija, który wykorzystuje tę samą specyficzną cechę tego rynku co Microsoft. Jeżeli stworzysz program mający tysiąc lini kodu, oraz udostępnisz go społeczności open source (nie tracąc przy tym możliwości używania swojego programu, bo przecież program to nie rzecz materialna, którą pożyczając nie możesz przez pewien czas używać), a w zamian otrzymujesz dostęp do pełnego oprogramowania systemu z miliardem linii kodu, to przecież to nie jest przejaw filantropii tylko czysty zysk o skali zwrotu inwestycji 100000000% (słownie: sto milionów procent). Współtworzenie i współdzielenie oprogramowania to czysty i najlepszy biznes na świecie.
Tak więc czy Linux oraz open source mają do zaoferowania jeszcze coś innego niż tylko oczywiste niższe koszty?
Tak naprawdę pod pojęciem kosztów należy rozumieć coś więcej niż tylko to co większość osób ma na myśli, czyli koszt nabycia licencji. Koszt to również, a może przede wszystkim, wydatek związany z utrzymaniem bezpieczeństwa systemów komputerowych szczególnie w obecnych czasach globalnej sieci.
Porównując model rynku, który lansuje Microsoft z modelem rynku, który stworzył Linux, czy ogólniej open source można dostrzec pewne cechy, które mają wpływ na globalne bezpieczeństwo sieci. Model, który proponuje Microsoft jest znany, czyli globalny producent, dystrybutor oraz ten, który dostarcza jedyną binarną wersję systemu oraz infrastrukturę i narzędzia służące do aktualizacji oprogramowania. Akualizacja części oprogramowania systemu, w którym wykryto lukę zagrażającą globalnemu bezpieczenstwu sieciowemu jest sprawą krytyczną, dla przykładu: luki stopnia zerowego pozwalające przejąć kontrolę nad systemem bez żadnych konkretnych działań, które muszą być wykonane przez użytkownika.
Główną zasadą która wydawała się nienaruszalna było to, że liczy się właściwie tylko producent oprogramowania, a pozostałe elemety tego rynku jak np. dystrybucja oprogramowania, konsultacje i szkolenia, utrzymanie bezpieczeństwa systemów przez dostarczanie pełnej infrastuktury i narzędzi służących aktualizacji oprogramowania, w którym wykryto błędy zagrażające bezpieczenstwu nie były tak ważne z punktu widzenia kosztów ekonomicznych.
Natomiast model linuksowy degraduje znaczenie producenta oprogramowania. Dla przykładu stworzenie od podstaw przez rynek komercyjny najważniejszego narzędzia programistycznego jakim jest kompilator systemowy przestało mieć jakikolwiek sens ekonomiczny ze względu na to, że kompilator GNU gcc na licencji GNU GPL jest dostępny praktycznie na wszystkie architektury sprzętowe i systemowe dla wszystkich, którzy oczywiście spełnią warunki tejże licencji GNU GPL.
Za to coraz większe krytyczne znaczenie w przyszłości będzie miało bezpieczenstwo sieciowe, które zdecydowanie oparte jest na jednym podstawowym warunku (który spełnić może ze względu na nowy zdecentralizowany model biznesowy jedynie Linux oraz open source) jakim jest zróżnicowanie systemów, w tym również innych programów takich jak czytniki poczty czy przeglądarki www. Gdyby na świecie używano dziesięciu różnych czytników poczty, które nie muszą wcale się różnić między sobą w sposób wizualny dla końcowego użytkownika, zamiast jedynego słusznego Outlook Express wtedy problem wirusów pocztowych przestałby istnieć.
Zróżnicowanie systemów nie oznacza, że każdy dystrybuowany system ma być programowany w różny niekompatybily sposób, znaczy to tylko tyle, że systemy mają się różnić tylko binarnie między sobą, co praktycznie wyeliminuje problem jakichkolwiek wirusów, robaków, które w świecie linuksowym ze względów technicznych nie mogą mieć racji bytu.
Powyższy tekst licencjonuję na zasadach wolnej dokumentacji GNU FDL każdemu z wyjątkiem paru korporacji i organizacji które są na mojej czarnej liście:
- The SCO Group Suite 100 Lindon, Utah 84042 USA
- Microsoft Corporation One Microsoft Way Redmond, WA 98052-6399
- RIAA (Recording Industry Association of America)
Nieoficjalne polskie tłumaczenie licencji